Ponad 18 lat kariery, 40 piosenek, 11 albumów i towarzyszących im er zamknięte w 3,5 godzinnym show. Taylor Swift po raz pierwszy w historii odwiedziła Polskę. Zagrała tu trzy koncerty, dzień po dniu - 1., 2. i 3-go sierpnia. Koncert miał miejsce na Stadionie Narodowym, który już w czasie supportu (grupa Paramore) wypełniony był po brzegi. Dobre nagłośnienie w tym miejscu przytrafia się może raz, dwa w życiu. Niestety, to nie był ten raz. Ale od początku.
Punktualnie o 19.30 rozpoczęło siÄ™ trwajÄ…ce 3.5 godziny show, podczas którego czas odmierzaÅ‚y nie minuty, a nastÄ™pujÄ…ce po sobie ery. Na scenie pojawiajÄ… siÄ™ tancerze nad którymi powiewajÄ… peleryny imitujÄ…ce różowe muszle. Taylor uwielbia bawić siÄ™ kontekstami, a w jej muzyce nie ma przypadków - okazuje siÄ™ bowiem, że ten konkretny rodzaj istnieje naprawdÄ™ i nazywa siÄ™, jakby inaczej Swiftopecten swiftii. „What if I told you I'm a mastermind” – Taylor Å›piewa na albumie „Midnights”. I chyba rzeczywiÅ›cie ma racjÄ™. Tradycyjnie już poczÄ…tkowej części koncertu towarzyszy także specjalne intro, gdzie ukryte sÄ… wyÅ›piewane lub wymówione nazwy wszystkich 11 wydanych do tej pory albumów Taylor, w tym najnowszego, który ukazaÅ‚ siÄ™ 19 kwietnia tego roku, „The Tortured Poets Department”.
![]() |
| Taylor Swift na scenie podczas koncertu w ramach trasy The Eras Tour na Stadionie Wembley, 21 czerwca 2024. fof. Kevin Mazur/Getty Images dla TAS Rights Management |
Pojawia się, wyjeżdżając spod
sceny na specjalnej platformie. Choć siedzę daleko, bo na najwyżej położonym
sektorze, blask kryształów pokrywających pomarańczowo-różowowy kombinezon i
kozaki na obcasie widać nawet stamtąd. Na początek skrócona wersja "Miss Americana
& a Heartbreak Prince" z albumu „Lover”. To pierwsza w kolejnoÅ›ci era,
która rozpoczyna koncerty z The Eras Tour. Następnie słychać już intro do
"Cruel Summer", a Taylor wymachuje dłonią i dodaję "Siema!"
- tłum szaleje. Gdy utwór zbliża się do bridge'a, Taylor pyta "I have a
question - does anybody know the lyrics to this bridge? Prove it!". Te
słowa to już niemalże stały element koncertów z tej trasy, doskonale wyćwiczone
i wyuczone na pamięć pewne elementy mi osobiście odbierały autentyczności i
spontanicznego charakteru. Jednak przy takiej skali zrozumiałe jest to, że nie
ma miejsc na pomyłki, a wszystko ma chodzić jak w zegarku. I tak się dzieje. Tego
właśnie wymaga trasa, która w całości składa się z 149 koncertów.
Erę "Lover" kończy
tytułowa piosenka, która poprzedzona jest krótką przemową Taylor. "Warszawo,
witajcie na Eras Tour", mówi niczym rasowa Polka, a tłum wpada w szał, doceniając,
że gwiazda chciała nauczyć się paru zwrotów po polsku, choć wcale nie musiała tego
robić. I mimo, że byłam w życiu na setkach koncertów, muszę przyznać że ogromną
siłą artystki jest jej umiejętność łączenia się z fanami, nie tylko poprzez
muzykę i teksty, ale szczególnie na koncertach, gdzie dużo mówi, wychwala tłum,
wyraża swoją wdzięczność i to wszystko wywołuje wrażenie że tak właśnie jest -
to sÄ… jej emocje i wszystko jest tu bardzo autentyczne. Nie wiemy na ile jest
to prawdą, ale Taylor wygląda jakby po prostu miała w tym wszystkim ogromny fun
– uÅ›miecha siÄ™, mówi do fanów, Å‚apie z nimi kontakt wzrokowy. Momentami wydaje
się zwyczajna, zupełnie nie jak największa w tym momencie gwiazda w muzyce
popularnej, która wywróciła przemyśl muzyczny do góry nogami. Po erze "Lover" Taylor
pyta: "Czy chcecie wrócić ze mną do liceum?" - czas na beztroskę ery
"Fearless". Tay w złotej sukience i kowbojkach, z gitarą biega po
scenie, a mi patrzenie na to daje mnóstwo czystej, zwykłej radości, którą
najbardziej wyczuwam śpiewając słowa do "Love Story".
Przygotowana przez wcześniejsze
śledzenie "programu" koncertów Taylor doskonale wiem, że przyszedł
czas na utwory z albumu "Red" czyli płyty, na której Taylor częściowo
pożegnała się z country, a zaczęła wkraczać do świata popu. "22",
"We Are Never Ever Getting Back Together", "I Knew You Were
Trouble" porywają do beztroskiego tańczenia i wspólnego śpiewania w myśl
"everything will be alright if we just keep dancing". I przychodzi
pora na 10-minutową wersję "All Too Well", którą Taylor nagrała
ponownie, 9 lat po wydaniu płyty "Red", dodając do oryginału dodatkowe
7 minut. I to mój pierwszy prawdziwy moment zachwytu tego wieczoru. Zespół
schowany gdzieś z tyłu, bez tancerzy, bez całej tej otoczki. A na scenie tylko
ona i te momenty, gdy Taylor stoi sama na scenie z gitarÄ… albo siedzi przy
pianinie to były chwile, kiedy można bardzo dobrze poczuć, że za tą kobietą
stoi prawdziwy talent i tona charyzmy.
Po erze "Red" krótki
fragment z jej drugiej płyty, "Speak Now" czyli skrócona wersja
"Enchanted", a później gdy na scenie gaśnie światło, a w tle słychać
syk węży, doskonale wiadomo już, że przyszedł czas na "reputation".
Płyta ukazała się w 2017 roku, była to jej odpowiedź na konflikt z Kanye Westem
i Kim Kardashian oraz na napływające oskarżenia, które postawiły ją (jak się
później okazało niesłusznie) w pozycji fałszywej i spragnionej sławy i rozgłosu
kłamczuchy. Taylor wychodzi na scenę w czarnym kostiumie z czerwonymi wężami i
słyszymy pierwsze dźwięki "... Ready for It?". Krzyki ekscytacji z
trybun obok sprawiają wrażenie, że, przynajmniej do tego momentu, to
najbardziej wyczekiwana część koncertu. Po łącznie czterech utworach kończy ją
"Look What You Made Me Do".
Taylor ponownie znika ze sceny, a
scenografię ery "rep" zastępuje słynna cabin, czyli chatka ery
pandemicznej płyty "folklore" i jej siostrzanej następczyni,
"evermore". Na scenie „wyrastajÄ…” sztuczne (ale bardzo przekonujÄ…ce)
drzewa, a Taylor wyśpiewuje pierwszy utwór czyli "Cardigan". Ten set
łącznie obejmuje 8 piosenek i to zarazem najbardziej spokojna, romantyczna i
balladowa część koncertu. Po "Champagne Problems" Taylor otrzymuje
ponad 3-minutowe owacje, a potem z wyczuwalną wdzięcznością mówi: "Kocham
Was!". Wspaniała rzecz dzieje się też przy "Willow", kiedy w
tłumie można zobaczyć mnóstwo rozświetlonych latarkami nadmuchanych balonów
imitujących błyszczące kule, które na scenie trzymają tancerki. To jedna z
kilku akcji specjalnych organizowanych przez polskich Swifties. Kolejnym było
utworzenie na trybunach polskiej flagi z podświetlanych karteczek.
Kolej na następną erę czyli erę
"1989", którą zwiastuje doskonale znane intro piosenki
"Style". Taylor pojawia siÄ™ na scenie w kolejnej stylizacji -
brokatowym topie i spódniczce mini w dwóch różnych kolorach. I mamy przebój za
przebojem, hit za hitem. Po kolei cały stadion wyśpiewał słowa do piosenek:
"Style", "Blank Space", "Shake It Off",
"Wildest Dreams" i "Bad Blood".
Znów zapada ciemność, na wybiegu
sceny ląduje wizualizacja autostrady, na scenę wchodzą tancerze ubrali w białe
stroje, niczym pacjenci szpitala psychiatrycznego. W tle podkład dźwiękowy,
który brzmi jak połączenie czegoś, co jednocześnie mogłoby być koszmarem albo
zapisem odgłosów z wyżej wspomnianego miejsca. Przed nami kolejna era -
najnowszej płyty "The Tortured Poets Department", która ukazała się
19 kwietnia tego roku i jest najnowszym segmentem koncertów Taylor Swift,
nazywanym także "Female Rage: the Musical". Tak też odbieram tę erę -
mamy tu zarówno "But Daddy I Love Him", gdzie Taylor wyrzuca, że nikt
nie ma prawa kwestionować jej osobistych decyzji, ani decydować z kim może, a z
kim nie może być - to manifest pod tytułem "Ja najlepiej wiem, co jest dla
mnie dobre i nikt poza tym". Podobny motyw jawi siÄ™ we "Who's Afraid
of Little Old Me?". Tą piosenką Taylor opisuje ciemną stronę przemysłu
muzycznego, porównując go do cyrku/przytułku, w którym przez lata
przystosowywano ją do życia i działanie wedle ustalonego modelu. Tylko że tym
razem już nikt nie będzie miał nad nią kontroli - "I'll Sue you if you
step on my lawn" - ostrzega. Później "Down Bad",
"Fortnight", "The Smallest Man Who Ever Lived", w którym
scena zamienia się w pole bitwy, a Taylor mimo wywieszenia białej flagi zostaje
"potrzelona", jak również tancerze, który kroczą za nią, grając na
werblach w strojach niczym żywo wyjętych z czasów wojny secesyjnej. Taylor
upada na scenie, chwilÄ™ przed niÄ… także i wszyscy tancerze – Å›wiatÅ‚a przygasajÄ…,
na scenie pojawiajÄ… siÄ™ tancerze ubrani w kabaretowe stroje. PodnoszÄ… Taylor,
zmieniajÄ… jej ubranie na brokatowy komplet i "wypychajÄ…" na scenÄ™, a
ona natychmiast wchodzi znów doskonale w rolę performerki. W końcu "I Can
Do It With a Broken Heart"... To piosenka o przetrwaniu w trudnych momentach,
kiedy świat wali ci się na głowę, ale ty nie możesz dać tego po sobie poznać. Występ
w kabaretowym stylu Taylor kończy słowami "Try to come for my job!".
I następnie najbardziej kameralny
i intymny moment - przed nami Taylor w akustycznym segmencie z tzw. suprise
songs (to jedyny zmienny element całego setu). Na początek mashup
"Today Was a Fairytale" z płyty "Fearless" i "I Think
He Knows" z "Lover". Później Taylor przesiada się na pianino, by
zagrać "The Black Dog" z najnowszej płyty wraz z "exile" z
albumu "folklore". Ten set, choć najbardziej uwypukla jej talent,
najbardziej podkreśla też, że pozbawione całej tej otoczki utwory, ograniczone
tylko do wokalu i jednego instrumentu zamiast tworzyć spójną całość, zlewają
się w bezbarwną masę, w której równie dobrze znaleźć się mogły zupełnie inne
utwory i nie zrobiłoby to praktycznie żadnej różnicy.
Czas na ostatniÄ… erÄ™
"Midnights". To mój ulubiony album Taylor, od którego rozpoczęłam
przygodę z jej twórczością. To płyta nocy, mroku, tajemnic, przemyśleń i to też
najbardziej osobisty album artystki. Na poczÄ…tek "Lavender Haze",
później wielki hit "Anti-Hero". Później wszystko nieco zwalnia przy
"Midnight Rain", podczas którego Taylor przebiera się w
charakterystyczne granatowe body. Czas na "Vigilante Shit"
inspirowany burleską. Później "Bejeweled", "Mastermind", a
na koniec charakterystyczny już utwór kończący koncerty The Eras Tour czyli
"Karma". Cały stadion błyszczy, że sceny wystrzeliwują sztuczne
ognie, a Taylor przedstawia swój zespół, chórki i tancerzy. Dziękuję, macha i
kłania się nisko, zjeżdżając na platformie pod scenę. Konfetti pokrywa cały
Stadion Narodowy, widownia szaleje. The end.
Przyznam, że po koncercie stałam się
jeszcze większą fanką Taylor - to niesamowite jak potrafi ona jednoczyć
publiczność, a jej autentyczność, dbałość o każdy szczegół i zaangażowanie są
naprawdę godne podziwu. To pokaz prawdziwej siły jaka tkwi w Taylor Swift - jej
charyzmie, talencie, połączeniu z fanami. Nie ma cenniejszego składnika dobrego
koncertu niż ta niezwykła energia między artystą a fanami, a tu było tego
mnóstwo. Każdy kto nie rozumie fenomenu Miss Americany z pewnością zmieni
zdanie po doświadczeniu koncertu z trasy The Eras Tour, pokazie niekwestionowanie
największej siły na rynku muzycznym i we współczesnym show businessie.
