Muzyka alternatywna to gatunek, który nie należy do
łatwych do zdefiniowania. W najprostszym rozumieniu obejmuje on wszystko to, co
poza głównym nurtem. Tylko co tak naprawdę nim jest? Współcześnie jest to
zagadnienie płynne, bo gdy wydawać by się mogło, że w muzyce stworzone i
wymyślone zostało już wszystko, artyści stale potrafią zaskoczyć nas czymś
nowym, na co nigdy przedtem nie wpadł nikt inny. Muzyka zmienia się w zawrotnym
tempie i trudno za nią nadążyć. Jednak bez względu na to jak obecnie wygląda
muzyczna scena alternatywna, nie można nie wspomnieć o najlepszej dla jej rozwoju
dekadzie – latach 90. I nie można też zapominać o tym, jak wielką siłą okazała
się w niej rola kobiet i muzyki, którą stworzyły. W dzisiejszym artykule
przedstawię Wam pięć albumów artystek i frontmanek, które stworzyły podwaliny
dla dalszego rozwoju muzyki alternatywnej, a ich wpływy, mimo upływu lat, wciąż
są obecne w twórczości innych artystów i artystek.
Alanis Morissette – Jagged Little Pill (1995)
Nieco zapomniana już
współcześnie Alanis w latach 90. była ikoną, inspiracją i nowym głosem
pokolenia, nową idolką, których wtedy tak potrzebowała scena muzyczna,
zwłaszcza ta amerykańska. Mawia się, że do trzech razy sztuka; to powiedzenie
sprawdziło się dla komercyjnego sukcesu, który dosięgnął Alanis dopiero przy
jej trzecim studyjnym albumie. 33 miliony sprzedanych kopii, 4 nagrody Grammy i
tytuł najlepiej sprzedającego się debiutu w historii muzyki rockowej są dowodem
na sukces, jaki osiągnęła w swojej muzycznej karierze. Morrisette pokazała
wrażliwość w muzyce w nowym, świeżym wydaniu i to ogromna siła tego albumu, a w
połączeniu z intrygującą mieszanką ambitnego, klimatycznego rocka, folku, hip
hopu w warstwie rytmicznej i przebojowych melodii, płyta stała się pozycją
kultową. Single takie jak „Ironic”, "You Oughta Know" czy
"Perfect" weszły na stałe do kanonu klasyków muzyki lat 90. i wciąż
stanowią inspiracje dla pokolenia nowych artystów i artystek.
Bikini Kill – Pussy Whipped (1993)
Na początku lat 90. nikt
jeszcze nie przypuszczał tak wielkiego sukcesu grupy Bikini Kill w USA. Niby
świat, szczególne ten zachodni, wydawał się być już trochę oswojony z niewygodą
i otwartością na eksperymenty, w końcu minęły już czas hippisowskich ruchów z
lat 70., oraz złota era muzyki punkowej, a jednak nadal pewne chwyty wciąż
zdawały się pozostawać niedozwolone. Sprawy nie ułatwiała też sytuacja
polityczno-społeczna i konserwatywne, niesprzyjające kobietom i im prawom rządy
Ronalda Reagana. Nic jeszcze nie wskazywało na to, czy cały ruch riot grrrls
łączący punkową estetykę z feministycznym wydźwiękiem w ogóle się sprawdzi.
Debiut Bikini Kill mógł zatem w najlepszym wypadku okazać się kompromitacją, a
w najgorszym totalną katastrofą. Grupa została przyjęta bardzo entuzjastycznie,
ciesząc się największą popularnością wśród amerykańskich studentek w stanie
Waszyngton; pokazała inną stronę muzyki alternatywnej, łącząc szaloną energię
muzyki punkowej z wzmacniającym przesłaniem solidarności i buntu. I chociaż
cały ruch riot grrrls ostatecznie nie przetrwał próby czasu, pozostała
po nim wspaniała muzyka.
Fiona Apple – Tidal (1996)
Zawsze lubię powtarzać,
że jak na ironię, nikt, absolutnie nikt nie robi lepszej muzyki i nie pisze
piękniejszych tekstów od zbuntowanych dziewczyn, robiących wszystko po swojemu.
Debiutancki album Fiony Apple przedstawił światu ujęcie rocka alternatywnego
bez żadnych warstw ochronnych. Szczere teksty, wypełnione spektrum emocji po
brzegi, a do tego eksperymentalne brzmienie sprawiły, że album Tidal
został okrzyknięty płytą-zjawiskiem. Twórczością Fiony w późniejszych latach
inspirowały się rzesze artystek muzyki alternatywnej z późniejszego okresu na
czele z Angel Olsen, Bat for Lashes czy Lorde.
Hole – Live Through This (1994)
Trudno wyraźnie
stwierdzić, czy grupa Hole ma więcej fanów czy przeciwników. Wszystko za sprawą
budzącej od samego początku skrajnych emocji postacią Courtney Love, liderki
grupy. Kontrowersje wokół tego, drugiego z dorobku Hole, albumu zdawały się nie
mieć końca. 1994 rok stał się końcem pewnej epoki. Samobójcza śmierć Kurta
Cobaina, męża Courtney, przez wielu jest wykazywana za początek końca ery
grunge’u, najpopularniejszego i najbardziej wpływowego nurtu w muzyce ostatniej
dekady XX wieku. 12 kwietnia 1994, zaledwie tydzień po tym tragicznym
dla świata muzyki i popkultury wydarzeniu, ukazał się drugi studyjny album
Hole. Wydaje się jednak, że po latach jest on doceniany bardziej, niż w chwili
ukazania. Można debatować nad postacią Courtney i nad wkładem Hole w rozwój
rocka alternatywnego, ale nie można odmówić grupie determinacji w dążeniu do
muzycznego sukcesu. Poza tym, czy istnieje drugi taki zespół? I druga taka
liderka? ;)
PJ Harvey – To
Bring You My Love (1995)
Album, który dostał to
wszystko: sukces komercyjny, zachwyt krytyków, jeszcze większe uwielbienie ze
strony fanów. Niezliczona ilość pochwał. Obecność w rankingach najlepszych i
najbardziej przełomowych albumów 1995 roku. Miano jednej z najważniejszych płyt
lat 90. Polly Jean na swojej trzeciej studyjnej płycie zabrała to, co wszyscy
już znali z muzyki alternatywnej i przestawiła to w zupełnie nowej formie. I
zrobiła to, jak wszystko inne, we własnym stylu. To nie jest przyjemna płyta,
to album, w którym schodzi się głęboko do najciemniejszych zakątków kobiecej
egzystencji. Jej surowy, gitarowy styl wkomponował się we wzbierającą falę
grunge’u pierwszej połowy lat 90. I choć muzycznie była od grunge’u daleko,
dzieliła z nią tendencję do szczerości, bezkompromisowości i autentyczności. To
nie jest przyjemny album, słychać w nim ból, ale i jakieś tajemnicze ciepło.
Daje poczucie, że nawet w najtrudniejszych chwilach zawsze znajdzie się miejsce
na tworzenie pięknej i kojącej muzyki.
0 Comments